Kilka słów wstępu

 In Bez kategorii

Jesteś jak moja kotka Shakira… Z tą tylko różnicą, że Ty jesteś…Kashira! – Wykrzyknęliśmy razem z Andersonem i w tym momencie stało się jasne, że problem przydomku artystycznego został rozwiązany. Wcześniej nie myślałam nad tym, jak chciałabym być nazywana w artystycznym światku. Zawsze wystarczało mi bycie Katarzyną, lub po prostu Kasią Stocką. Ale dawniej nie myślałam też, że zostanę pierwszą Polką, która podczas karnawału w Rio de Janeiro wejdzie w buty najważniejszej tancerki jednej ze szkół samby- Madrinha de bateria szkoły Alegria da Zona Sul!

A gdy już o butach mowa to muszę przyznać, że podczas przygotowań do karnawału zdarłam ich wiele. Kobiety znane są ze swoich gorących uczuć do szpilek. Kolekcjonują je, ustawiają kolorystycznie na półce i podziwiają. Ja eksploatuję je bez litości, a zdarte fleki nie robią na mnie żadnego wrażenia. Miałam czas oswoić się z tym widokiem.

Tańczę od 6 roku życia, a odkrywanie tańca zaczęłam w jednej z podolsztyńskich grup disco. Rytmika, taniec nowoczesny, jazz- uczyłam się, próbowałam swoich sił i nie zamykałam na żaden rodzaj tańca. W trakcie studiów na AWF w Warszawie i UWM w Olsztynie doszedł jeszcze taniec ludowy, którego później zostałam instruktorem. Wraz z nim wiele podróży i nieustające odkrywanie. Zaczęłam zgłębiać taniec nowoczesny, na tyle mocno, że postanowiłam założyć swoją Grupę Estradową Flame.

 

Słucham tego z wielkim zaciekawieniem, nie chcę jej przerywać, ale w tym samym momencie chciałabym już jej zadać mnóstwo pytań o to, jak było w samym Rio, skąd ten pomysł, co widziała, co czuła itd. Chociaż nie znam Kasi osobiście to mamy kilku wspólnych znajomych, od których już w grudniu tamtego roku dowiedziałam się, że jest taka Kaśka z Olsztyna, która będzie tańczyła sambę na Sambadromie! Od wtedy stałam się jej fanką i marzyłam, by móc zadać jej chociaż jedno pytanie, bo najbardziej chyba interesowało mnie, czy taki szalony pomysł o wyjeździe do Rio narodził się w jej głowie samotnie, czy poprzedzony był innymi zwariowanymi zajawkami, czy może w jej odczuciu wcale zwariowany nie był? Usłyszałam, że…

Pierwsza rzecz, z kategorii szalonych, która przychodzi mi do głowy to mój spektakl Burleska. Ktoś, kto nie miał do czynienia z tego typu widowiskami być może nie zrozumie, że postawienie spektaklu w 3 miesiące to sukces sam w sobie. To jednak było moje małe marzenie i od końca września, gdy zaczęłam nabór, nastawiona byłam na ciężką pracę w ekspresowym tempie. Trenowaliśmy raz w tygodniu z uwagi na to, że miałam inne obowiązki i cierpiałam na chroniczny brak czasu. Miałam moją trzydziestoosobową grupę, gotową do współpracy, ale nie miałam kostiumografa, scenografa. Niczego i nikogo poza swoją determinacją i wiarą, że musi się udać do premiery!

Nawet jej nie pytam czy się udało. Nie mam co do tego wątpliwości.

                                               

Determinacja i wiara w sukces nie opuściły mnie także przy szalonym projekcie „Karnawał na Sambodromie”. W Mieście Boga też nie miałam nikogo i niczego. Ale w listopadzie 2015 wylądowałam w Rio. Chciałam spożytkować moją taneczną energię inaczej, oryginalniej. Podnieść swoją poprzeczkę. Jestem nauczycielką, instruktorką, trenerką. Codziennie patrzę na postępy i osiągnięcia innych. A sambę chciałam zatańczyć dla siebie. Odkryć coś na nowo, doświadczyć czegoś po raz pierwszy. I to właśnie powiedziałam przydzielonemu mi z agencji turystycznej, Gustavowi.

Bałam się jego reakcji, ale przecież nie mogłam go oszukiwać, że przyjechałam do Rio, by chodzić po atrakcjach turystycznych i pozować do zdjęć z Jezusem Zbawicielem. Jego reakcja była bardzo pozytywna. Jak przystało na prawdziwego carioca podjął się wyzwania! Został moim tłumaczem, promotorem, managerem, a przede wszystkim przyjacielem. Chodził ze mną od szkoły do szkoły. Od Mangueira, do Estacio. Przez Beija-Flor, po Salgueiro. Uczestniczyłam w treningach aktywnie, ale też jako gość i widz. Tanecznym krokiem przemierzając Rio dawałam się poznać jak największej ilości ludzi. Chciałam żeby mnie widzieli, zapamiętali, a w efekcie końcowym zaprosili do występu.

Poznawałam ludzi, chodziłam na imprezy, a czasem nawet poznawałam ludzi w drodze na imprezę. Tak jak jednego wieczoru, gdy z grupą znajomych u boku i caipirinha w ręce szłam przez rozgrzane sambą i słońcem uliczki Cidade Maravilhosa, odwróciłam się bez logicznie wytłumaczalnych przyczyn, spojrzałam na mężczyznę, idącego za mną i zamiast zapytać, czy jest tancerzem, ja mu to po prostu oznajmiłam! On przytaknął, porywając mnie do tańca i zaczął się show! Spontanicznie, bez planu, treningu i odliczania kroków. Czysty żywioł, emocje i prawdziwa pasja! Byliśmy przez chwilę w innym świecie a gdy wróciliśmy na ziemię, on okazał się być solistą we wspomnianej wcześniej przez mnie szkole samby Mangueira i baletmistrzem! Dzięki jednemu zerknięciu za siebie, zyskałam kolejnego przyjaciela, który jest niesamowitym tancerzem, wybitnym instruktorem, z którym spędziłam wiele godzin, analizując mój styl tańca. To właśnie on nazwał go kocim. Zasugerował, że sama jestem jak kotka, która chodzi swoimi drogami i zawsze spada na cztery łapy. Tak jak jego Shakira.

 

Po listopadowym tygodniu w Rio musiałam wrócić do Polski. Wracałam z ofertą tańca na samochodzie szkoły Vila Isabel. Jak na pierwszy tydzień to całkiem nieźle, ale chciałam więcej! Miałam to szczęście, że za Oceanem zostawiłam Gustava, który dalej trzymał rękę na pulsie, promował mnie i pokazywał pobudzonemu przygotowaniami do karnawału Rio, pomimo, że ja byłam w uśpionej zimą Polsce. Skontaktował się on z Monique, utalentowaną tancerką, która widziała moją sambę na jednym z treningów i zdecydowała się, że także mi pomoże.

To przepiękne, jakie mam szczęście do ludzi! Ale myślę, że sekret tkwi w pozytywnej energii, którą można zarazić się szybciej niż grypą! Rekomendacje i zaangażowanie Monique w połączeniu z ciężką pracą Gustavo doprowadziły nas do dnia, w którym dowiedziałam się, że będę Madrinha w Alegria! To niesamowite! To fantastyczne! Ale…to też kosztowne! Byłam gotowa na to, że występ na karnawale wymaga środków finansowych. Gdy dowiedziałam się, że czeka na mnie taka pozycja zaczęłam działać. Poszukiwanie sponsorów, pukanie od drzwi do drzwi. Sukcesy przeplatane nieznajomością tematu karnawału przez Polaków. Jeden prezes nie uzmysławiał sobie co to znaczy być pierwszą nie-brazylijską madrinhą, drugi kazał wrócić po osiągniętym sukcesie, a trzeci mówił, że na pewno nie będzie sponsorował mi wakacji. Na szczęście znalazła się też duża grupa ludzi gotowych do pomocy, którym nie mogłabym być bardziej wdzięczna. Moja brazylijska szkoła chciała bym jak najszybciej wróciła do Rio. W końcu zaoferowali mi tak ważną pozycję bez spotkania w cztery oczy. Ja nie mogłam opuścić Polski przed 11 stycznia. Ciągle miałam masę obowiązków, spraw do załatwienia, zakontraktowany sylwester i kilka złotówek więcej do nazbierania! Bałam się też, że szkoła zmieni zdanie, odda moje miejsce komuś innemu. Tylko Ci, którzy próbowali załatwić coś w Brazylii wiedzą, że narzekanie na polskie kolejki i wędrówki od okienka do okienka tracą sens. Tam naprawdę ciężko doprosić się o jakikolwiek dokument, być pewnym zrobienia czegoś na czas albo na pewno! Tuż przed wyjazdem pisałam na swoim fanpage: Rio Rio Rio już w poniedziałek lecę. Kasy jeszcze nie mam całej ale lecę, chyba oszalałam hahahaha mam nadzieje, że jakoś dozbieram!!

I oczywiście nie na wszystko mi starczyło. Np. pióra do mojego kostiumu musiałam wypożyczyć, a naszyjnik zrobić sama. Cały strój odbierałam w pośpiechu w dniu występu! Chciałam odpocząć tego dnia i nie robić nic szalonego ale się nie udało! Tuż przed samym wyjściem z domu odebrałam nerwowy telefon od Gustavo, który zabronił mi jechać taksówką, z uwagi za zamieszki na ulicach, które mogłyby spowodować moje spóźnienie na Sambadrome! Złapałam pióra pod pachę i sama ze strojem wartym kilkanaście tysięcy złotych gnałam na paradę!

Tam też nikt na mnie nie czekał. Nie wiedziałam gdzie się przebrać, kto mnie pomaluje! Halo, jestem Madrinha! Jestem tu ważna! Czy ktoś mnie tu zna?! Nagle zobaczyłam Monique. Uspokoiłam się. Ale tylko na chwilę, bo zaraz znów był wyścig z czasem, ubieranie się w pośpiechu. Ktoś mnie jeszcze zdążył wypsikać błyszczykiem, gdy wybiegałam, by zdążyć na start! Zapomniałam o zmęczeniu, stresie i ciężkich treningach. Właśnie spełniło się moje marzenie! Byłam na Sambadromie, tańczyłam sambę, z tymi, którzy się z nią rodzą! Chciałam skupić się już tylko na tańcu i śpiewie gdy nagle pękł mi stanik! Nie dało się tego zauważyć, ale siedziało mi to w głowie i nie dawało spokoju dopóki mój Anioł Stróż- Minique nie związała go sznurówką. Do tej pory nie wiem skąd ją miała! Cała parada mojej szkoły trwała ponad godzinę. To wspaniałe show, w którym poza sambą, wsłuchiwaniem się w orkiestrę, reżyserów- dyrygentów tego spektaklu, trzeba pamiętać o wyłapywaniu kamery i pozowaniu do zdjęć, zwracaniu uwagę na publiczność, która przecież jest tu najważniejsza i ukłonom w kierunku jury! Zdarzają się też zbyt duże dystanse pomiędzy tancerzami a orkiestrą, trzeba wtedy z gracją zastosować bieg taneczny. Ważne jest też dbanie o makijaż, który przy takim wysiłku i upale lubi spłynąć.

Jej opowieść pozwala mi przenieść się do mojej ukochanej Brazylii. Słucham jej, podziwiam i marzę, by ta rozmowa się nie zakończyła. Wiem, że to niemożliwe. Osoba, o której pisano i mówiono już m.in. w TVP Polonia, VIVA, TVP Olsztyn, Eska, WP, Fakty TVN, Dzień Dobry TVN, TVP 1 Świat sie kreci, Pani Domu, Onet z pewnością nie ma dużo czasu. Szybko więc pytam, czy spodziewała się takiego rozgłosu i jakie są jej plany na przyszłość.

Nie spodziewałam się aż takiego rozgłosu. W Polsce nie wiemy zbyt dużo o karnawale i Brazylii w ogóle a ja myślę, że warto byłoby to zmienić i spróbować przetransferować tę brazylijską radość i pozytywne nastawienie na nasz polski grunt. O przeprowadzce na stałe nie myślałam, ale intensywnie myślę o kolejnym karnawale. Wiem, że przetarłam szlaki wielu tancerzom samby w Polsce. Wiele dziewczyn już do mnie napisało, a ja chętnie pomogę każdemu, kto podziela moją pozytywną energię, determinację i umie się zorganizować! Przygotowania do występu to ciężka praca! Upał, kontuzje, które czasem łączą się z problemami w komunikacji z miejscowymi i zrozumieniem, że w Brazylii panują zupełnie inne realia niż w Polsce i , że bywa niebezpiecznie. Cały wyjazd to spory wysiłek psychiczny i fizyczny. To pokonywanie swoich słabości, walka ze stresem i pogłębianie swojej wiary w to, że nie ma rzeczy niemożliwych i wszystko musi się udać!

Podczas tej dwugodzinnej rozmowy z jedną z najbardziej niezwykłych osób jakie poznałam utwierdziłam się w przekonaniu, że zawsze trzeba dążyć do spełnienia swoich marzeń! Nawet jeśli brzmią awykonalnie i egzotycznie. Bo przecież dla przeciętnego Brazylijczyka, Polka chcąca tańczyć sambę na Sambadromie brzmi podobnie jak dla nas mieszkaniec São Paulo przyjeżdżający na Wielką Krokiew robić karierę skoczka narciarskiego i marzący o Turnieju Czterech Skoczni. Może i brzmi to dziko i nieszablonowo, ale za każdym razem gdy wpadniemy na taki pomysł powinniśmy pomyśleć o Kasi. Wymarzyła, zaryzykowała, zapracowała i zrobiła! Gratuluje jej jeszcze raz, trzymam kciuki za dalsze sukcesy, bo wiem, że jeszcze nieraz o niej usłyszymy. I mam nadzieję, że przy mojej następnej wizycie w Brazylii, jej mieszkańcy będą kojarzyć Polskę nie tylko z Janem Pawłem II ale i Kashirą! 🙂

Kashira & Aneta Ruszczyńska

 

[:]
Recent Posts

Leave a Comment

twenty − 1 =

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text. captcha txt
0